poniedziałek, 18 września 2017

Po mojej ciemniejszej stronie Bugu


Adolf Hitler nie miał co do tego wątpliwości: Stalin był jedynym człowiekiem, który mógł pokrzyżować mu plany. Kanclerz III Rzeszy krążył zamyślony po swojej posiadłości w Berghofie. Wiedział, że jeśli chce zaatakować Polskę, musi najpierw przeciągnąć na swoją stronę sowieckiego dyktatora. I tak uczynił: w 1939 roku zaproponował mu pakt, oferując połowę terytoriów Rzeczypospolitej”
„Świat i wiedza” listopad 2016


Gdy Niemcy cofnęli się za Bug, zgodnie z wczesniejszą umową, do akcji wkroczyła Armia Czerwona. Zaczęły się wywózki na Syberię, a wychudzone szkapy obgryzały pokryte mchem płoty. Babcia mego męża wspomina, że nigdy nie widziała chudszych koni i mniej cywilizowanych zachowań żołnierzy, którzy na nich przyjechali.
U nich w domu zamieszkała ruska prokurator. Nie była to wymarzona sytuacja, ale przyjęta bez szemrania. Stawką mogło być życie lokatorów. Ale paradoksalnie to dzięki tej kobiecie przeżyli. Mając sentyment do babci, odwlekała jak można było najdłużej wywóz ich rodziny na Syberię. Dziadek był przedwojennym policjantem, a co za tym idzie plugawym inteligentem. Takich rzeczy polityka Kremla nie wybacza.  Takie robactwo się likwiduje. Radziecka prokurator okazała się ich Aniołem Stróżem.
Wczesnym latem 40 roku zaczęły się gorączkowe prace wzdłuż granicy z III Rzeszą. Stalin szykował się do wojny z dotychczasowym sojusznikiem. Szereg fortyfikacji, znany pod nazwą Linia Mołotowa miał pomóc zatrzymać działania nieprzyjaciela na czas mobilizacji. Do pracy powołano szemrane jednostki budowlane złożone z rożnego elementu i siłą zmuszano do pomocy w budowie okolicznych mieszkańców. 


cd: http://www.podlasieswiat.com/blog-g322oacutewny/po-mojej-ciemniejszej-stronie-bugu

piątek, 15 września 2017

Kuchenne okno


Zawsze chciałam mieć w kuchni okno na wysokości zlewu. Pomaga zapomnieć o zmywaniu. Jest jak teatralna loża. A w nim - cały przekrój życia...

Akt pierwszy

To był bardzo krótki akt. Jękliwe szarpnięcie struny. Nie zdążyłam mieć do nich żadnego stosunku. Widziałam ich z daleka, przez kuchenne okno. Może kilka razy tylko. Nie patrzyli w moją stronę, gdy podkurczone ciała wlekli do domu ze spaceru. Co za tym idzie - nie machaliśmy sobie ręką na powitanie. Zbyt starzy na życie. Zbyt zmęczeni. Najpierw odeszła ona. Jak na chwilę, do warzywniaka po marchewkę. On, zdumiony brakiem jej powrotu pod osłoną krótkich dni, nie wiadomo kiedy wyniósł się ze świata. Głupio jakoś tak to wszystko. Mimochodem. Zawstydziłam się. Nie zdążyło mi być przykro. 

sobota, 9 września 2017

Róża i ja.


Głównie rozmawiamy o naszym pisaniu. Rzeczowo. Czasami żartujemy. Nie powiem jak, bo posądzilibyście nas o megalomanię, a my doskonale wiemy ile jesteśmy warte, a zarazem świadome własnych słabości, czy ograniczeń. 
Ale obie wiemy, że gdy ziemia osuwa się spod nóg, można do siebie wykonać telefon by być wysłuchanym. 
Na szczęście ta ziemia zadrżała w powałach tylko raz. A później wyszło słońce. Jednak tego typu sytuacje - na zawsze określają międzyludzkie relacje. I choć trudno nazwać naszą znajomość przyjaźnią to wiem, że Róża jest tym właściwym człowiekiem na mojej drodze. I ten człowiek wydał właśnie na świat swoje pierwsze literackie dziecko.

"Gastronautka" - książka napisana z pasją - o miłości do pracy w gastronomii...

poniedziałek, 4 września 2017

Koty i powroty :)


Powroty. I znów to samo. Coraz trudniej wracać nam z polskiego gniazda na nasze brukselskie śmieci. Dobre, znane, bezpieczne w podbrukselskiej wsi, z daleka od życia co to się teraz czasem granatem toczy. Dosłownie. 
Wybieraliśmy się jak sójki za morze. Tradycją już stało się nasze 24-godzinne opóźnienie w wyjazdach. 
Wmawialiśmy sobie, że powodem są koty. To po części prawda. Rozpuściliśmy trochę kocie towarzystwo. Właściwie to wprosiły się same wygryzając dziurkę w moskitierze w drzwiach na taras. Na tyle, by można się było przecisnąć do środka. Tacy nasi lokalni imigranci. 


http://www.korzeniewska.com/blog/koty-i-powroty

sobota, 2 września 2017

O pewnym sołtysie z... Warszawy :)


Małe miejscowości rządzą się swoimi prawami. W małych miejscowościach nic się od lat nie zmienia. Bo nie ma/środków/odwagi/pomysłu. Bo się nie da. Aż w końcu przychodzi ktoś z zewnątrz, kto o tym nie wie, że "się nie da" i... po prostu to robi. Tak było i w tym przypadku. W mojej rodzinnej wsi bywam stosunkowo często, lecz na krótko, dużo krócej niż bym sobie życzyła. Od lat nic się tam nie zmieniało, oprócz życia, które rytmem swoim naznaczało kolejne narodziny, wesela i pogrzeby. Pokolenia rosną, po rysach twarzy dzieci, rozpoznaję - kto jest ich rodzicami. Podobni do moich kolegów i koleżanek z czasów gdy byliśmy dziećmi. A poza tym wciąż to samo... 
Życie (społeczne) zastyga w bezruchu rozsiewając dookoła marazm.
​Az pewnego dnia...

czytaj tutaj:

http://www.podlasieswiat.com/roacute380no347ci-blog/tu-zaszla-zmiana

piątek, 25 sierpnia 2017

Sensualny "Witraż" - delikatne okruchy zmysłowości.



"Trochę "Witraż" a trochę jednak kalejdoskop. Mam żal. Ogromny. Zamiast spać, czytałam w nocy. I nie mogłam przestać. A dzisiaj trochę mi odbija. To oburzające, pisać tak dobre książki!"
"Autorka kupiła mnie sposobem prezentacji treści. To niesamowite, jak można podać niełatwą opowieść w tak sensualnej odsłonie. Witraż chłoniemy wszystkimi zmysłami – barwy, dźwięki i emocje chłoniemy każdą komórką swego ciała."


Na resztę emocji zapraszam tutaj:
http://www.korzeniewska.com/blog/sensualny-witraz-delikatne-okruchy-zmyslowosci



poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Jak "Stalowe magnolie"


Są miejsca, których my kobiety zapracowane, niezłomne, świadome siebie i te poszukujące - bardzo potrzebujemy. Miejsca, w których możemy odpocząć od świata, męża, dzieci, pracy, kota i psa. Od samej siebie. Miejsca świętego spokoju, radości i łez.
Gdzie ściągamy maski - by założyć... maseczki.
Gdzie spotykamy inne kobiety. Gdzie można zadbać o higienę ciała, a pośrednio duszy.
Takie nasze kobiece "Stalowe Magnolie".
​Pamiętacie uroczy film z niezapomnianą Julią Roberts? Gdzie na południu Stanów Zjednoczonych, w niewielkim miasteczku, regularnie spotyka się w salonie kosmetycznym sześć kobiet. Ich pozornie nudne życie to wspaniała opowieść o kobiecej przyjaźni, o miłości, macierzyństwie, życiu i śmierci.

Dalej czytaj tutaj

czwartek, 27 lipca 2017

La Kotta


Miało być o zwykłym życiu. Więc nie sposób przemilczeć naszej ostatniej rodzinnej fascynacji. Bo życie w każdym aspekcie zachwyca, czaruje i nie lubi próżni. Zachłannie zapełnia wyrwy samotności nową treścią. Pamiętacie Papagaja? Zieloną papugę, która zagościła u nas przez kilka dni? Rozkochała w sobie Tośka, Wodziła nas za nos. Kaprysiła i się obrażała. Zostawiła podziurawione jak sito kwiatki na parapecie okna, które z trudem do siebie dochodzą. One jedne ucieszyły się z końca ptasiego terroru jaki wprowadziła w naszym domu owa kaleka, zielona, brukselska papuga. W końcu odleciała jak gdyby nigdy nic i tyle ją widzieliśmy. No i co ja mam powiedzieć wpatrującego się ufnie we mnie Tośkowi? 
​Tosiaczku! Pierwsza cenna lekcja w Twoim życiu: 
Jeśli komuś pomagasz, nie oczekuj nigdy wzajemności, bo poczujesz zawód. To nieuczciwe oczekiwać wzajemności. Znaczyłoby to, że Twoja pomoc komuś jest zwykłym wyrachowaniem.
Lekcja druga:
Ludzie odchodzą, papagaje odfruwają. Nie ograniczaj nikomu wolności. Grzechem jest zatrzymywać na siłę. Puść to. Niech odleci, podobnie jak urazy i żale. 

cd tutaj

czwartek, 20 lipca 2017

Witraż


"Nie powiedziałam Wam najważniejszego. Napisałam nową książkę. Powieść. Jako czarodziejka codzienności – nie mogłam pisać o wyszukanych, dalekich krainach. Jest to książka o zwyczajnym życiu. W zwykłe codzienne kadry życia trzech rożnych kobiet – wsadziłam w mrowisko kij. I sama ze zdumieniem pomyślałam, że codzienne życie straszne i piękne jest tak bardzo, że nie potrafię inaczej o nim pisać. Jak tylko dotykać palcem wyjętej ze skorupki bezbronnej  duszy. Małży – mojej wrażliwości postrzegania świata. Bez znieczulenia.
 Ale sami ocenicie.
Moja książka – efekt pracy zespołowej, moich myśli, moich uczuć i Ani (Wydawnictwo "Od deski do deski"), która te porozrzucane szkiełka pozbierała do kupy i z ogromną znajomością rzeczy i estetyki nanizała na sznurek.
Tak powstał „Witraż”
Premiera w Empik 17 sierpnia 2017, a oto co o nim napisano już.

Nie mogę się doczekać, kiedy weźmiesz ją, moja powieść w dłonie. Niech prowadzi Cię na krańce wzruszeń. Zostawiam Cię z nią czytelniku, byś mógł dopisać jej kolejną część. Powierzam Ci moich bohaterów." 
całość posta tutaj 



sobota, 24 czerwca 2017

Szczęśliwy jak Duńczyk?


Nastało prawdziwe szaleństwo na szczęśliwych Duńczyków i innych z półwyspu nordyckiego. I zdziwienie swoistego paradoksu. Jak ludzie, zażywający najwięcej psychotropów, popełniający najwięcej samobójstw mogą być wzorem szczęśliwości?  Jakiś czas temu dostałam tę książkę. Podchodziłam do niej jak do jeża, chcąc na każdym jej etapie zdemaskować fałszywe założenia, czy konkluzje. Szukałam porównań, sprzeczności, analogii ze znanym mi Duńczykiem, najcieplejszym pod szorstką powłoką  gburowatości człowiekiem jakiego w Belgii poznałam.
Książkę "Szczęśliwy jak Duńczyk"napisała rodowita Dunka, która w 10 rozdziałach podaje powody, które składają się na jeden z najwyższych na świecie wskaźników szczęśliwości.  Nie do wszystkich  przemówi model szczęśliwego państwa, które nie buduje elit , ale za główny cel stawia sobie stworzenie populacji, która będzie szczęśliwa jako całość.
Czytając książkę spierałam się z  autorką wielokrotnie, ba nawet zakiełkowało w pewnym momencie w mojej głowie podejrzenie, ze Duńczycy promują społecznie pewien rodzaj miernoty, równania w dół.  Przynajmniej w moim pojmowaniu świata.  Bo jakże zrozumieć, w dzisiejszym pojmowaniu świata, brak współzawodnictwa, finansowanie tych mniej zaradnych przez tym, którym się powiodło, bogatych, przedsiębiorczych, gotowość do płacenia jeszcze większych podatków, a nie unikanie ich jak się da itp?
Podczas gdy cały świat narzeka na podatki, tylko zaledwie 20% Duńczyków dołącza do tych narzekań,większość uważa, że stawka jest słuszna, a 12 % deklaruje się, że mogłoby płacić więcej.
Autorka pisze:"Urodziłam się w najszczęśliwszym kraju na świecie, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy".
A może szczęście to brak świadomości ciężaru gatunkowego życia?... I to jest być może klucz do zrozumienia Duńczyków?


cd tutaj

piątek, 16 czerwca 2017

Papagaj


Bardzo przeżyliśmy odejście najpierw Tuni, a później Kajtka. Wyeksploatowało nas to totalnie. Są takie rzadkie chwile w naszym życiu, że zupełnie się z sobą nie konsultując mamy identyczne myśli. wtedy jedno z nas pyta:
- Czy myślisz to samo co ja?
Tym razem ja odpowiedziałam:
- Tak, nigdy więcej żadnych zwierząt. Dochowamy Tośka. 
- Zbyt wiele nas to emocjonalnie kosztuje. - dorzucił mąż na nasze usprawiedliwienie. 
Przytaknęłam skwapliwie, a Tosiek na potwierdzenie tych słów przejechał mnie jęzorem po nodze.

Ale przecież znane powiedzenie mówi: "chcesz rozśmieszyć Pana Boga - opowiedz mu o swoich planach" - czy jakoś tak to brzmi. 
Nie minęło kilka dni, gdy zauważyłam, że nasz pies bawi się czymś w ogrodzie, turla łapą i popycha w kierunku domu. Piłeczka? - przemknęło mi przez głowę. Zbyt oporna. Jeż???
- Tosiu, co tam turlasz ptaszyno? Toś pokazał wzrokiem znalezisko niemniej zdziwiony niż ja. 
Średniej wielkości zielona papuga stroszyła gniewnie pióra starając się, popychana,  zachować resztki ptasiej godności. cd tutaj

wtorek, 16 maja 2017

Kiedy oczy błękitnieją...


Gdy oczy błękitnieją to znak, że nachodzi czas rozstania. I tak jak przemijają pory roku, dzień i noc, każda opowieść o miłości, zwanej życiem, ma swój początek i koniec. Kajtek był najdłużej "obecnym" psem w naszej rodzinie. Miał przed nami swoją mroczną przeszłość, do której nie mieliśmy wstępu. Była pełna poranionych łap, dni przymierających głodem i strachem, oraz pewnością, że człowiek, o pardon: pies - może ufać tylko sobie. 
Najdłużej „obecnym” psem, znaczy tyle, że o życiu wiedział najwięcej. Podczas gdy Tunia i Tosiek miały swoje ściśle określone dzieciństwo, i nie znały innego, jak pełnego pieszczot i kochających ludzi, bez względu na to w jak wstrętnej norze życie ich wzięło początek; Kajtek posiadał tą ciężką uważność, która mówi, jak znojny i bolesny może być świat, a w nim paradoksalnie piękne i upojne biegi na skróty pośród szumiących traw, aż do ostatniej chwili wytchnienia w silnych, niezawodnych łapach. Łapach, które nieraz wyprowadziły go cało z niejednej beznadziejnej sytuacji...
cd tutaj

Zaproszenie na targi :)


Moi drodzy, ja tak dziś bardzo krótko, roboczo. Jutro lecę do Polski, aby spotkać się z Wami w Warszawie. Jeśli ktoś ma ochotę dołączyć do mnie lokalnie w stolicy w sobotę lub niedzielę, to zapraszam serdecznie <3 


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Powierzchowność.


Jestem zachłanna. Głodna informacji, wrażeń, doznań, wiedzy. Chcę spróbować wszystkiego. Tu nadgryzę, tam uskubię, liznę z wierzchu, pędzę dalej. Lista książek do przeczytania – niebezpiecznie pęcznieje, zaliczam je pobieżnie, liczba maili do odpisania - przyprawia o zawrót głowy, a jeden mail, ważniejszy od drugiego. Komunikatory potęgują tylko moje rozdrażnienie. Dają mi coraz więcej i więcej pokarmu, którego mój mózg, serce skonsumować nie mogą. Nie nadążają.
Robiąc śniadanie, myślę o tym co muszę załatwić do obiadu. Pędząc za bieżącymi sprawami, martwię się, że nie wyrobię się z obiadem. Rozmawiając z Tobą, myślę, że trzeba umówić syna do lekarza, zapłacić ratę za auto i zadzwonić koniecznie do cioci Marysi, bo dziś są jej urodziny....
Znasz to?...
Powierzchowność siedzi mi na karku wczepiona pazurami. A ja z obłędem w oczach nie nadążam i mam żal do siebie, że tyle cudnych tematów tylko mi się prześlizguje między palcami nie pozostając na dłużej. Bo już inne pchają się w ręce. Obłęd. Czuję, że tak dłużej nie wytrzymam.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Zaufać drodze.


„Podróżowanie to nic innego jak stwarzanie sytuacji, których potencjał nie zawsze się spełnia. Droga niczego nie obiecuje ani nie gwarantuje. Wszystko zależy od nas i ludzi, ktorych spotykamy. Czasami, po prostu nic się między nami nie dzieje. I to też jest część podróży. I jeśli chcę podróżować prawdziwie, muszę to zaakceptować, bo podróż nie może dziać się zgodnie z założonym z góry planem. Dopiero wtedy, gdsy uznam te ograniczenia i naprawdę w pełni zaufam drodze, zaczynają się dziać rzeczy dla mnie istotne.”

Katarzyna Boni.

ciąg dalszy posta o życiu: http://www.korzeniewska.com/blog/zaufac-drodze

wtorek, 11 kwietnia 2017

Jedna mała, dobra rzecz - wystarczy!


Są dni co do których masz wielkie oczekiwania,  A które już na wstępie nie przebiegają tak jak je wypisałaś sobie w kalendarzu. 
Budzę się pełna energii, która ulatuje jak pęknięta bańka Najpierw zgrzyta mój poranek odarty z rytuału wdzięczności i celebrowania picia kawy w łóżku.  Wiecie czym grozi zamach na codzienne rytuały.  Mąż zaspał i w popłochu szuka po całym domu kluczy do samochodu. Oczywiście, próbuje uczynić ze mnie kozła ofiarnego. Czuję się coraz bardziej poirytowana, a coraz intensywniejsza wymiana zdań pachnie wiszącą  na włosku poranną awanturą. Nie pamiętam,  u którego z nas pierwszego zadziałał instynkt samozachowawczy, który nakazał zacisnąć zęby i policzyć do 10. Ale nie zawsze tak bywa...
a sprawy potoczyły się tak, w myśl zasady, nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy: 

Miłego dnia!

sobota, 8 kwietnia 2017

Unosząc się na fali przy dźwiękach Armstronga.


Jakoś tak przewrotnie dzieje się w naszym zagonieniu, że osoby, które chciałoby sie widzieć najczęściej – widuje się najrzadziej. Proponuję dopisać tę prawidłowość do kolekcji praw Murphy`ego. Toteż gdy odkładane po raz kolejny spotkanie z jedną z koleżanek z dawnej pracy znów nie doszło do skutku, postanowiłyśmy... oszukać niesprzyjający nam los. Umówiłyśmy się wspólnie na Aquagym. Przyjemne z pożytecznym. Może będzie większa motywacja. Basen wybrała ona, w pobliżu swego miejsca zamieszkania. Ja, jako zawodowo bardziej elastyczna postanowiłam się dostosować, by ułatwić pracującej na etacie koleżance życie. Basen okazał się być w dzielnicy 1000 Bruxelles, co dla wtajemniczonych wiele tłumaczy. Dla tych co nie wiedzą: komunalny, czyli państwowy, czytaj: tani i niedofinansowany jak trzeba. I tu dochodzimy do jednych z wielu absurdów Brukseli. 

czytaj ciąg dalszy tutaj: http://www.korzeniewska.com/blog/unoszac-sie-na-fali-przy-dzwiekach-amstronga

Młyńska 12


W centrum Poznania znajduje się pewna znana ulica. Niegdyś bogata była we młyny, napędzane siłą wód rzeki Bogdanki, dziś w tym miejscu skanalizowanej. Wzdłuż ulicy pysznią się dziewiętnastowieczne kamienice. Ze względu na obecność na niej sądu i aresztu śledczego nazywana jest przez mieszkańców najdłuższą ulicą Poznania.  
Tego pamiętnego dnia zwiedzałyśmy Poznań z Panią Ulą Walas do późnych godzin wieczornych. Nie było taryfy ulgowej, bo przecież nazajutrz miałam wracać. Musiałam napatrzeć się, nasycić zmysły, napełnić umysł wiedzą na temat miasta, które dopiero poznaję i zaczynam kochać, w pewnym sensie jak neofitka - odnajdująca nowe spojrzenie na dane miejsce. Pani Ula powiedziała, że nie mogę opuścić Poznania nie zobaczywszy pewnego miejsca i mimo późnej pory skierowała swoje kroki do stojącej na rogu potężnej kamienicy pod numerem 12. A ja podążyłam z ciekawością za nią...
jesteś ciekaw ciągu dalszego? kliknij .tutaj

piątek, 24 marca 2017

Nieść oświaty kaganek...


Układam wspomnienia, jak obrazy w folderach. Ciągle gdzieś mi się zawieruszają poszczególne slajdy. I próbuję zebrać to wszystko co było niedawno moim udziałem w jakąś chronologiczną całość. 
Mąż zerka na mnie zza książki, najwyraźniej mu coś po głowie chodzi, z pewnością coś niepopularnego, bo gryzie się w język, lecz za chwilę nie wytrzymuje:
- Skąd ty na to wszystko bierzesz siły? - pyta, - Oszalałbym, gdybym musiał tak żyć...
Tak wiem, to nie jego bajka, co innego dopatrzeć rodzinę, zadbać o nas i wziąć wszystko "na klatę". Hmm.... Ja z kolei tak jak on bym nie mogła... 
Nie zamierzamy się wzajemnie przekonywać do naszych światów i ról, które w sposób naturalny w końcu same się poukładały.
​Biorę go za rękę i zaczynam opowiadać:

Nieść oświaty kaganek


piątek, 10 marca 2017

Podlasianka roku :)


No i stało się. Zgłoszono mnie do plebiscytu na Podlasiankę roku w kategorii: "PASJA" na portalu "Obcasy Podlasia".
Po raz pierwszy w życiu biorę udział w tego typu przedsięwzięciu. Jakoś nie mam w sobie genu rywalizacji, omijają mnie wygrane. Ale za to mam szczęście w miłości, coś za coś, więc nawet nie wypada mi narzekać. Ale skoro rzekło się: "A", trzeba pójść dalej w literkach alfabetu, wszak wielokrotnie sama głosiłam, że człowiek powinien być konsekwentny.
 Nie chciałabym też zawieść tych co tak pokładają we mnie nadzieję i ufają mi bardziej, niż ja sobie samej. Obiecałam im, że zrobię wszystko, by poprawić swoje notowania, więc proszę Was o głosik. Wystarczy wejść w link i poklikać. Ponoć można klikać wielokrotnie co jakiś czas, ale tego z całą pewnością Wam nie powiem, bo nie bardzo się sama znam na internetowych konkursach :) Będzie mi miło, jak mnie wspomożecie: klik

Pasja - nadprzyrodzona siła.


Za każdym razem wracam z Polski z wielkim głodem pisania. Za każdym razem lecę tam z przeogromnym pragnieniem spotykania ludzi, chłonięcia ich każdym zmysłem, napełniania głowy inspiracjami pochodzącymi z ich przemyśleń. Jednym słowem - ogromny niedosyt i ogromne zmęczenie. Radosne i twórcze. Tak wygląda moje życie w pasji... 
Sięgam pamięcią wstecz... Przez ostatnie osiem lat, każdego ranka z wyjątkiem weekendów, zasysał mnie wraz z moim autem ogromny garaż jednej z wielu wielkich firm mieszczących się w centrum miasta. Codziennie około 17.00 wypluwał mnie  wraz z potokiem innych jak ja ludzi na ulicę. Rano jadąc przeszkloną windą na swoje trzecie piętro, spotykałam kolegów i koleżanki z pracy. Na pytanie:"Co słychać?" w zależności od okoliczności padało stwierdzenie, poprzedzone sapnięciem, przewróceniem oczu, westchnieniem:" Jak to w poniedziałek... wtorek... środę itp." oraz sakramentalne: "Aby do piątku." Nie wiem ile było w tych grymasach kokieterii, a ile prawdy.
Pamiętam, że lubiłam swoją pracę i wykonywałam ją sumiennie.
Jednak pewnego dnia, jakaś zatrwożona myśl musnęła mój policzek cieniem wątpliwości. Jak to? Tak ma wyglądać moje życie do emerytury? Przez następne kilkadziesiąt lat, jadąc każdego ranka zbiorową windą na swoje piętro, będę odliczać dni do weekendu? Mróz z lekka ściął mi serce i mocniej objęłam moją pasję zatroskanymi dłońmi.
Zaufałam jej i pociągnęła mnie za sobą... 
cd. tutaj
Prośba o oddanie na mnie głosu w plebiscycie: Podlasianka roku 2016
Dziękuję :) 

czwartek, 2 lutego 2017

Powtórka z Pałacu Sprawiedliwości...

Kilka liczb: 

26 000 m2 powierzchni
8 wewnętrznych dziedzińców
576 pomieszczeń
40 km korytarzy
2 000 pracowników
5 000 ludzi przewijających się tu codziennie
118 metrów - wysokość kopuły
80 milionów euro pochłonął dotychczas remont, który ciągle trwa...
więcej: tutaj.tutaj

Zaczarowało się moje życie... Kolejny raz.


Zaczarowała się moja codzienność, dzięki Wam się zaczarowała. Ten stan już przechodzi w chroniczny zachwyt życiem.
A tak się opierałam, tak się broniłam. Zaciskałam dłonie w pięści, kiedy wkładano mi w nie radość płynącą z robienia tego co się kocha.  Najpierw była zabawa na portalu modowym. Pobyt tam dość szybko mi uzmysłowił, że internet - tak, natomiast - niekoniecznie moda. Nie miałam w tym względzie za wiele do powiedzenia, zresztą gadanie na temat ciuchów na dłuższą metę potwornie mnie nudzi. Niektóre z Was są do tego stworzone, ale nie ja! Później był opór przed założeniem bloga, ale na szczęście wokół mnie są ludzie. To Oni (czyt. Wy) weryfikują moje niepodjęte decyzje. Gdy pokonałam ten etap lęku  i stałam się domorosłą, pełną gębą blogerką, przestraszyliście mnie, że mogę pisać całkiem niezłe teksty. Byłam z lekka zatrwożona, gdy czytelnicy bloga zaczęli namawiać mnie do napisania pierwszej książki. Zatrwożona?! Co ja mówię! Nazwijmy rzeczy po imieniu. Byłam przerażona, że Wam się w głowach poprzewracało! Tak Wam, bo każecie mi porywać się z motyką na księżyc, biorąc mnie za kogoś, kim wcale nie jestem!
A gdy weszłam pełnymi stopami na ścieżkę przygody - zwanej pisaniem i związanym z nim poznawaniem ludzi - wierzcie mi, lub nie wierzcie, nie chciałabym nic innego robić w życiu. To nadaje sens moim pozostałym działaniom. Pasja jest jak misja. I nie tylko wielcy ludzie ją posiadali. Każdy z nas nosi jej ziarno w sercu, tyle, że tylko nieliczni pozwalają mu rozkwitnąć i wydać owoce. 
Więc gdy ktoś mnie pyta z młodszych doświadczeniem lub wiekiem kolegów, czy koleżanek, czy warto pisać, czy warto iść za swoim głosem, mówię im: Zrób to! Nie słuchaj krytyków. Dzielę się z nimi moimi pisarskimi doświadczeniami, by ich droga była mniej wyboista i kręta. By mniej musieli tracić ze swojej boskiej gospodarki energią na zawiłe sprawy drugiego, czy trzeciego rzędu. Bo przecież nie jesteśmy dla siebie żadną konkurencją. Nie martw się, że ktoś przed Tobą napisał już setki książek, namalował tysiące obrazów, wyśpiewał piosenek. Ale nikt tego nie zrobił tak jak TY chcesz to zrobić. Każdy znajdzie swoich odbiorców, bo wszechświat cechuje różnorodność. Ale przejdę do meritum sprawy i zaprezentuję moją nową książkę, a właściwie jej 1/12 część. Wiem, że wielu z moich czytelników zwyczajnie nie uznaje Facebooka, dlatego moja strona www jest dla Nich jedynym źródłem moich książkowych informacji. 
Promocja zaczyna się pod koniec lutego spotkaniami na Podlasiu. Jak tradycja i moje przywiązanie do rodzinnych stron nakazuje: Siemiatycze - Sokółka - Białystok... Dopiero później reszta Polski i świata. Jestem na etapie planowania spotkań autorskich. Więc gdyby jeszcze ktoś - coś - gdzieś słyszał, to proszę dać znać na maila. Dojedziemy, zamieszamy dobre emocje, zaczarujemy codzienność... Pozostawimy po sobie wiele ciepła i nowe spojrzenie na otaczający nas świat, bez zaczarowanego szkiełka w oku, co zniekształca rzeczywistość. Już uważna czarodziejka patrzy z powagą na świat - gdzie największy dobrego słowa głód. Tam w pierwszej kolejności pośpieszę. 
więcej na: www.korzeniewska.com

niedziela, 29 stycznia 2017

Taka szybka pocztówka z Braband Flamant


Blisko 20-tysięczne miasteczko usytuowane w sercu Brabant Flamand, pomiędzy Brukselą, a Leuven.  Satelita stolicy i region uprawy cykorii, skarbu narodowego Belgów. Charakteryzuje ją niska zabudowa skupiona wokół osi Chaussée de Louvain, łączącej te oba miasta.

czytaj dalej

czwartek, 26 stycznia 2017

"Ludzie są dokładnie tak szczęśliwi, jak myślą, że są" (Lincoln)


Taki cytat zaświtał mi w głowie, jak tylko pomyślałam, że napiszę o optymizmie. A pomysł napisania posta na ten temat wyszedł od jednej z Was, mojej (na razie) internetowej koleżanki. I w tym miejscu pragnę Wam podziękować, że do mnie piszecie. Dzielicie się swoją radością, smutkiem, refleksją, niekiedy... cierpieniem. Wasze słowa nie giną bezpowrotnie w otchłani internetu, o nie! One padają na podatny grunt. I kiełkują. I dają owoce. Najpierw - kiełkują w mojej głowie, zaprzątają myśli. A gdy już tak zaczną się wylewać za kołnierz, muszę je wystukać czym prędzej, aby nie oszaleć. I znów je dzielę z Wami, jak Wy dzielicie je ze mną. Dużo jest radości w tym wzajemnym obdarzaniu się słowem.

tutaj zapraszam na ciąg dalszy

wtorek, 24 stycznia 2017

Bieganie czy saneczkowanie w Brukseli :)


Wczoraj napisałam posta o moich ulubionych miejscach do biegania i odpoczywania w Brukseli. W międzyczasie, w nocy puszysta pierzynka śniegu zascieliła mój belgijski świat. Przykryła szarość pól i dodała blasku pochmurnym dniom. Przestraszyłam się, że mój post stracił na aktualności, ale przecież nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Miejsca, które opisałam świetnie nadają się na sporty zimowe! No więc - sanki w ruch! :) 

Przeczytajcie sami :) TUTAJ

środa, 18 stycznia 2017

Zasypani... Pouczeni...


Najpierw, tuż po Nowym Roku Anno Domini 2017 dopadła nas grypa. Prawda jest taka, że organizmy wycięczone niedobrym traktowaniem, zbuntowały się i odmówiły współpracy. Na całej linii. I to nie jakieś tam trzy dni, tydzień przeziębienia. One wiedziały, że jesteśmy niereformowalni i takie drobne wyłączenia z obiegu na nic się wcześniej nie zdawały, niczego nie nauczyły. Tym razem lekcja miała być bardzo poważna i dotkliwa, by wreszcie człowiek coś z tego zrozumiał i zatroszczył się o to co najważniejsze. O siebie. 
Świat zasypało białym puchem, który z lekka odciął nas od życia. Terminy przestały gonić, a kalendarze pękać od nadmiaru planów. Powróciliśmy do bazowych spraw. Roztańczona karuzela zatrzymała się i nagle poczuliśmy się dziwnie wolni. Taki stan nigdy wcześniej nie był naszym udziałem. 
- A może my już umarliśmy - przestraszyłam się i poprosiłam męża by mnie uszczypnął. Ale nie, żyłam dalej i to całkiem namacalnie.

Na ile mi sił starczało gotowałam najprostsze, z prostych potraw. Czasami szwagier lub tata - jedyne łączniki ze światem podrzucali nam świeże bułki i masło z rana. Dopóki sami nie zachorowali. Gadałam z kwiatami i przyzwyczajałam się do własnego odbicia w lustrze, które od trzech tygodni nie nosiło śladu makijażu. Dogadzaliśmy sobie z mężem nawzajem i pomyślałam wtedy, że chciałabym by tak wyglądała moja starość. Dokładnie tak. czytaj dalej...

wtorek, 17 stycznia 2017

Droga babciu, drogi dziadku.


W poprzednim poście pisałam o ludziach w naszym życiu, co są jak latarnie. Oświetlają nam drogę, I o tym, że są to często babcie i dziadkowie. A także o tym, (a może o tym nie pisałam, tylko pomyślałam), że żałujemy, że tak wiele rzeczy, których nie zdążyliśmy się dowiedzieć - odeszły razem z Nimi... I pozostaje bezsilność... A pamiętacie takie momenty, gdy przewracaliście teatralnie oczami, słuchając po raz enty tej samej opowieści z Ich młodości? Wydaje Wam się, że znaliście je na pamięć... I dopiero pewnego dnia, gdy czuje się pustkę braku osoby, wracają wspomnienia i te niedopowiedziane miejsca. Luki w Ich/Waszej historii... 
Ile by człowiek wówczas dał, żeby wrócić, dopytać szczegóły. Tyle, że już nie ma kogo...
o fajnym pomysle na prezent dla Waszych Dziadków czytajcie tutaj.

piątek, 13 stycznia 2017

Jak latarnie


Każdy czlowiek spotyka je na swojej drodze. Nie zdajemy sobie często sprawy z ich wpływu na nasze życie. Wydaje nam się, że to naturalne, że widzimy jasno drogę przed sobą. Ich słowa, wskazówki, uwagi, reprymendy, refleksje...
Dopiero, gdy gasną i zanurzamy się w chłodny mrok życia, zdajemy sobie bolesnie sprawę jak wielką rolę odegrały w naszym życiu. I nadal odgrywają.
Latarnie...
Ludzie... Jak latarnie...

czytaj więcej...